Grand Prix Australii – sprawozdanie

WELCOME BACK HOME! Moi Drodzy, jak dobrze jest wrócić do pisania dla Was sprawozdań z Grand Prix Formuły 1! 😀 Z dniem dzisiejszym oficjalnie zainaugurowaliśmy sezon 2018. Tradycyjnie pierwszy wyścig odbył się na torze Albert Park w Melbourne. I od razu mieliśmy sporo emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Zapraszam do lektury 😉 

Pierwsze Pole position sezonu wywalczył sobie w sobotę Lewis Hamilton. Zaraz za nim uplasowali się kierowcy Ferrari, Kimi Raikkonen i Sebastian Vettel. P4 na starcie należało do Maxa Verstappena a P5 niespodziewanie dla Kevina Magnussena z Haas. Spytacie gdzie Valteri Bottas….no cóż, tak się złożyło, że Fin startował z końca stawki przez wczorajszą kraksę podczas kwalifikacji. Start bez historii. Wszyscy kierowcy czysto przejechali pierwsze zakręty. Na podkreślenie zasługuje jedynie wyprzedzenie Verstappena przez Magnussena. Jego kolega z zespołu, Romain Grosjean radził sobie równie dobrze, bo jechał właśnie za Holendrem. Haas od testów w Barcelonie był uważany za czarnego konia tego sezonu i z tego co widzieliśmy na początku wyścigu, tak właśnie się zapowiadało. 

Nie przejechano jeszcze 10 kółek a Siergiej Sirotkin (Williams) wycofał się z wyścigu, przez defekt bolidu. Ciekawe co pomyślał wtedy Robert Kubica :P. Między czasie Verstappen miał kłopoty z temperaturą opon i walczył o przyczepność. Zakręcił nawet bączka w zakręcie nr 1, przez co spadł o kilka miejsc. Koło 20 okrążenia kierowcy zaczęli zjeżdżać do pit-stopów. Pierwszym okazał się być Kimi Raikkonen. Chwilę później zjechał Lewis Hamilton a Sebastian Vettel objął prowadzenie, jednak nie na tyle duże, żeby wyjechać przed Brytyjczyka po swoim boksie.

Tymczasem do alei serwisowej zawitał świetnie jadący na 4 pozycji Kevin Magnussen. Duńczyk po wyjeździe z niej praktycznie dziwnie zwolnił i w końcu się zatrzymał. Okazało się, że jego lewa, tylna opona nie została prawidłowo założona. Takim sposobem mechanicy Haas pozbawili Magnussena być może najlepszego miejsca w karierze. Jak partolić robotę, to na całego, bo zaraz po Duńczyku, ten sam los spotkał jego kolegę, Romaina Grosjean’a. Czarny koń wykluczył sam siebie z obiecującego wyścigu. Sytuacja wymagała wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, który zmienił sytuację na czele stawki. Kierowcy musieli zwolnić i nie mogli wyprzedzać. Wtedy w pit-stopie pojawił się Sebastian Vettel i…… niespodziewanie wyjechał z niego przed Lewisem Hamiltonem, dokładnie tak samo jak rok temu. Mercedes potem tłumaczył się błędnymi danymi o tempie Vettela, które spowodowały zupełne rozluźnienie w szeregach zeszłorocznego mistrza konstruktorów. A jak się Hamilton zdziwił jak zobaczył Niemca przed sobą…  😮 

LAT IMAGES

Zaczął się pościg Mercedesa za Ferrari oraz Red Bulla Daniela Ricciardo za Ferrari Kimiego Raikkonena. Między czasie, z powodów technicznych wyścig opuścił Marcus Ericcson (Sauber) i Pierre Gasly (Toro Rosso). Hamilton gnał z prędkością światła. Kilkukrotnie bił rekord okrążenia, ale to nie pomogło dogonić Vettela, który przed samym końcem uciekł Lewisowi na ponad 6 sekund dzięki świeższym oponom i nienagannej jeździe.

Zatem pierwszy wyścig sezonu o Grand Prix Australii, tak jak rok temu wygrał Sebastian Vettel z Ferrari, przed Lewisem Hamiltonem z Mercedesa i Kimim Raikkonenem (Ferrari). Na czwartym miejscu dojechał gospodarz, Daniel Ricciardo (Red Bull). Samounicestwienie się zespołu Haas, dało niespodziewanie Fernando Alonso (Mclaren) P5. Dużo było emocji i już nie mogę się doczekać następnego wyścigu, tym razem w Bahrajnie. Cześć! 😉

Redaktor naczelny
Filip Lęcznar

Next Post

Previous Post

© 2018 Speed & Power – blog motoryzacyjny

Theme by Karol Styrna

Scroll Up