Grand Prix Włoch – sprawozdanie

Ciao a tutti! Za nami kolejny weekend rywalizacji w Formule 1. Tym razem areną zmagań kierowców był najszybszy tor w kalendarzu, czyli słynna Monza, domowe Grand Prix Ferrari. Po tym jak w kwalifikacjach niespodziewane pole position zdobył 38-letni Kimi Raikkonen z czasem 1.19.119 (rekord toru i najszybsze kółko w historii) kibice stajni z Maranello oszaleli z radości, szczególnie, że tuż za Finem uplasował się jego partner z zespołu, Sebastian Vettel. Z drugiej linii ruszali kierowcy Mercedesa. Ferrari miało zatem najlepsze warunki do przywiezienia P1 i P2 u siebie w domu dla najgorętszych tifosi na świecie, którzy oczekiwali tylko zwycięstwa.

Start przebiegł gładko dla wszystkich z wyjątkiem Brendona Hartleya z Toro Rosso, któremu Stoffel Vandoorne (Mclaren) przejechał po przednim skrzydle. Australijczyk dodatkowo uszkodził prawe przednie koło co zmusiło go do wycofania się z ledwo co rozpoczętego wyścigu. Tymczasem na czele Vettel próbował za wszelką cenę wyprzedzić Raikkonena. Przypomnijmy, że Niemiec goni Lewisa Hamiltona (Mercedes) w klasyfikacji generalnej, więc wiadomo, że chciał znaleźć się na przodzie. Niestety w szykanie za Curva Grande Seb zamiast być przed Kimim, walczył o utrzymanie się na drugiej pozycji, gdyż Hamilton rzucił się do ataku na kierowcę Ferrari od samego początku. Doprowadziło to do kontaktu obu kierowców w konsekwencji czego Vettela obróciło o 180 stopni i spadł na koniec stawki z uszkodzonym przednim skrzydłem. Safety car pojawił się na torze, Vettel wykorzystał go na przymusowy pit-stop, po czym powrócił do rywalizacji na końcu stawki i po zjechaniu samochodu bezpieczeństwa zaczął w szybkim tempie odrabiać straty.

Między czasie Raikkonen stracił na moment prowadzenie na korzyść Hamiltona ale jeszcze na tym samym okrążeniu ponownie je odzyskał. Chwilę później DNF zaliczył Fernando Alonso (Mclaren), którego silnik po prostu zdechł. To samo stało się potem z Danielem Ricciardo (Red Bull). Na 20 okrążeniu mechanicy Mercedesa zablefowali pit-stop Lewisa Hamiltona. Ferrari dało się nabrać i moment później Kimi pojawił się w alei serwisowej. Wtedy Hamilton zaczął jechać jak rakieta. Kręcił coraz lepsze czasy by zbliżyć się do rywala jak najbardziej po swoim boksie. Aż 8 kółek nadganiał Hamilton zanim zjechał na zmianę opon.

Daniel Ricciardo z awarią silnika

I w tym momencie role się odwróciły. To Kimi gnał jak szalony, co spowodowało, że Brytyjczyk nie zdołał wyjechać z alei serwisowej przed Finem. Niestety na niekorzyść kierowcy Ferrari na czele stawki jechał Valteri Bottas, który jak zwykle wyświadczył ogromną przysługę swojemu koledze spowalniając Raikkonena do momentu aż Brytyjczyk go nie dogoni. Tak też się stało. Bottas w końcu zjechał a Hamilton był non stop w odległości mniejszej niż sekunda do Kimiego.

Kimi Raikkonen i Lewis Hamilton

W środku stawki Vettel przesuwał się w górę, jednak musiał 2 raz zmienić ogumienie, przez co znowu spadł na 10 miejsce i musiał odrabiać straty. Co jeszcze się działo? No cóż, mieliśmy kilka pojedynków, między innymi Sergio Pereza (Force India) i  Kevina Magnussena (Haas) gdzie doszło do  kontaktu, czy walki o 3 pozycję Maxa Verstappena z Red Bulla i Valteriego Bottasa. W pewnym momencie walka była tak zacięta, że w zakręcie nr 1 Holender nie zostawił miejsca od zewnętrznej kierowcy Mercedesa i Fin został wypchnięty na pobocze. Max dostał karę 5 sekund co z kolei było dobrą wiadomością dla Vettela, który zbliżał się nieubłaganie. 

Max Verstappen wypycha Valteriego Bottasa

Na okrążeniu nr 45 opony Kimiego Raikkonena były już tak zdarte i nieprzyczepne, że Fin musiał oddać prowadzenie Hamiltonowi. I tak dojechali do końca. Grand Prix Włoch ku rozczarowaniu kibiców wygrał Lewis Hamilton przed Kimim Raikkonenem i Valterim Bottasem. P4 dla Sebastiana Vettela w związku z karą czasową Maxa Verstappena. Przewaga Brytyjczyka w klasyfikacji zamiast się zmniejszyć, zwiększyła się do 30 punktów, co stawia Vettela w naprawdę ciężkiej sytuacji. Europejska część sezonu już za nami. Teraz czas na Azję. Widzimy się za 2 tygodnie w Singapurze! Arrivederci! 😀

Filip Lęcznar

Next Post

Previous Post

© 2018 Speed & Power – blog motoryzacyjny

Theme by Karol Styrna

Scroll Up